7 autokarów medycznych z Rosjanami pojechało do Białorusi. Mają objawy choroby popromiennej

Rosjanie wjechali do Czerwonego Lasu w rejonie Czarnobyla. Ciężko o mniej rozważną decyzję, która może mieć dla nich fatalne konsekwencje. Pierwsze skutki odczuwają już dzisiaj. Jak wskazują doniesienia, aż siedem wypełnionych żołnierzami autobusów medycznych udało do Centrum Medycyny Radiologicznej na terytorium Białorusi, gdyż mieli oni objawy choroby popromiennej.

Rosjanie w Czarnobylu

Armia Putina już jakiś czas temu zajęła teren dawnej elektrowni atomowej. Sęk w tym, Rosjanie w Czarnobylu zdają się nie być świadomi zagrożenia, jakie niesie za sobą to przerażające miejsce. Świadczą o tym chociażby wypowiedzi dwóch pracowników elektrowni, którzy potwierdzili, że wojska wroga poruszają się po skażonym terenie przy użyciu ciężkiego sprzętu. Podobno nie mają przy tym żadnego zabezpieczenia. Na tym nie koniec…

Rosjanie wjechali do Czerwonego Lasu

Rosjanie mieli kopać okopy w wysoce radioaktywnym Czerwonym Lesie. Drzewa, które się w nim znajdowały, obumarły i – jak sama nazwa wskazuje – zrobiły się czerwone. Stało się to wyniku pochłonięcia przez rośliny zbyt dużej dawki promieniowania mającego związek z potworną katastrofą elektrowni jądrowej w 1986 roku. Czerwony Las do dziś lepiej omijać szerokim łukiem, zwłaszcza, jeśli nie mamy na sobie profesjonalnego zabezpieczenia, tak jak to miało miejsce w przypadku „odważnych” Rosjan. Wojskowi już dziś płacą zdrowiem za tą nierozsądną decyzję.

Siedem autobusów wypełnionych rosyjskimi żołnierzami cierpiącymi na zespół ostrego promieniowania zostało przetransportowanych na terytorium Białorusi z rejonu Czarnobyla. Autokary miały dojechać do celu ok. godz. 12:20 w środę. Rosyjscy żołnierze są tam dowożeni regularnie. Nie wiadomo, jaki los ich czeka.

„Przy minimalnej inteligencji dowódców lub żołnierzy można było tego uniknąć. Planeta Małp”

Sytuację w Czarnobylu z udziałem Rosjan w humorystyczny sposób skomentował były ukraiński dziennikarz i żołnierz Wiktor Kowalenko. Powołał się przy tym na Yaroslava Yemelianenkę z Rady Publicznej w Państwowej Agencji Ukrainy ds. Zarządzania Strefą Wykluczenia.

Istnieją podstawowe zasady postępowania na tym obszarze. Są obowiązkowe, bo promieniowanie to fizyka – działa bez względu na status czy pasy na ramieniu. Przy minimalnej inteligencji dowódców lub żołnierzy można było tego uniknąć. Planeta Małp.

Źródła: wiadomosci.wp.pl

Fotografie: Facebook (miniatura wpisu), www.facebook.com

Zostaw komentarz

Do Golumii i z powrotem

Królewna Julia, krasnoludy, wilki i tajemniczy diament, rurkopławy i dżdżownice, które zamieniają się w żmije. To historia, którą Marcin Szul, weterynarz i handlowiec z Dąbrowy Górniczej, zawarł w swojej pierwszej książce "Do Golumii i z powrotem". Napisał ją na podstawie historii, które wcześniej wymyślał specjalnie dla 11-letniej córki.