Mężczyzna urodził synka. W szpitalu mocno denerwowała go jedna rzecz

Transpłciowy mężczyzna urodził syna. Postanowił podzielić się swoją historią w mediach, ponieważ przez cały okres ciąży mocno irytowała go jedna rzecz, której doświadczał ze strony personelu szpitalnego. O co chodzi?

Transpłciowy mężczyzna urodził syna

37-letni Amerykanin Bennett Kaspar-Williams w 2011 roku odkrył, że jest osobą transpłciową. Po kilku latach rozpoczął swoją przemianę. Zaczął przyjmować hormony, zdecydował się też na zabieg usunięcia piersi. Jak przyznał, czuł się przez nie bardzo nieszczęśliwy.

To było naprawdę wyzwalające. Miałam wrażenie, że to coś, co muszę zrobić, ale nigdy nie nienawidziłem swoich piersi, jak niektórzy transpłciowi.

– mówi Bennett.

Jednak nigdy nie zdecydował się na usunięcie narządów rodnych.

To koniec chirurgicznej drogi, jeśli chodzi o moją tranzycję (…). Nie mam dysforii z tą częścią mojego ciała.

– wyznał.

Dwa lata po rozpoczęciu terapii hormonalnej, Bennett Kaspar-Williams poznał swojego przyszłego męża Malika.

Wkrótce para zdecydowała się na powiększenie rodziny. Transpłciowy mężczyzna twierdzi, że nie miał żadnych problemów z zajściem w ciążę. Przekonuje też, że powinniśmy przestać definiować „kobiecość” w kategoriach „macierzyństwa”.

Kiedy nauczyłem się myśleć o swoim ciele jako o narzędziu, a nie zbiorze stereotypów związanych z płcią, zdałem sobie sprawę, że mogę być zarówno osobą, jaką chcę, jak i sprowadzić dziecko na świat. (…) ważne jest, abyśmy przestali definiować „kobiecość” w kategoriach „macierzyństwa”, ponieważ jest to fałszywa ekwiwalentność, że wszystkie kobiety mogą zostać matkami, że wszystkie matki noszą swoje dzieci lub że wszyscy ludzie, którzy mają dzieci, są matkami.

– komentuje mężczyzna.

W szpitalu nazywali go matką

Bennett Kaspar-Williams zaszedł w ciążę w marcu 2020 roku. Nosił już wtedy zarost i był po operacji usunięcia piersi. A mimo to personel szpitala nazywał Bennetta „matką”. I właśnie to najmocniej zabolało transpłciowego mężczyznę. Jak twierdzi, nabawił się przez to problemów psychicznych.

Biznes ciąży – i tak, mówię biznes, ponieważ cała instytucja opieki nad ciążą w Ameryce skupia się na sprzedaży tego pojęcia »macierzyństwa« – jest tak spleciona z płcią, że trudno było uniknąć zwracania się do mnie niewłaściwą płcią. Nawet z brodą, płaską klatką piersiową i »męskim« znacznikiem płci na całej mojej identyfikacji, ludzie nie mogli się powstrzymać od nazywania mnie »mamą«, »matką« lub »panią«. To właśnie wywołało dysforię. Nic w ciąży nie wydawało mi się „kobiece”

– przekonuje Amerykanin.

Dziś rodzina ma się dobrze, a synek pary zwraca się do Bennetta, mówiąc „dada”. Mężczyzna bardzo to docenia i podkreśla, że dzieci, w przeciwieństwie do dorosłych, nie kierują się uprzedzeniami.

Źródła: www.ofeminin.plkobieta.wp.pl

Fotografie:

Zostaw komentarz

Do Golumii i z powrotem

Królewna Julia, krasnoludy, wilki i tajemniczy diament, rurkopławy i dżdżownice, które zamieniają się w żmije. To historia, którą Marcin Szul, weterynarz i handlowiec z Dąbrowy Górniczej, zawarł w swojej pierwszej książce "Do Golumii i z powrotem". Napisał ją na podstawie historii, które wcześniej wymyślał specjalnie dla 11-letniej córki.