O Autorze

Co! Napisałeś książkę? To nie żart? Naprawdę?

Ci zabawniejsi pytają... JAK TO SIĘ STANĘŁO?... Hmmm... to może ja wytłumaczę...

Jest taki las, las stary i gęsty
Gdzie olbrzymie dęby, buki i graby zawarły wielkie przymierze
Jedno drzewo drugiemu- wielki honor czyniąc w imię miłości braterskiej- użyczało miejsca na
korzenie w ziemi, a na mocarne gałęzie pokryte zdrowym i silnym listowiem w mglistym i prawie
nieruchomym tu powietrzu
I choć wieki temu między ich pniami całe wojsko mogłoby obóz rozbijać w tej chwili wielkie i gęste
korony stworzyły mur gęsty niczym skalna ściana, nieprzebyty i twardy
Jest jednak w tym na pozór nieprzebytym gąszczu ścieżka, ścieżynka, nikła jak smużka dymu. Znać ją
trzeba dobrze, bo gdy podróżny pewnym swych kolejnych na niej kroków nie będzie, ta zniknie,
zostawiając nieszczęśnika w mrokach wszechobecnej zieleni, doprowadzając niechybnie do obłędu
Ścieżka wiedzie na polanę. Nie za dużą ale i nie za małą, gdzie wszechobecne drzewa postanowiły
zakończyć swój bal z otwartą przestrzenią i schyliwszy gałęzie do samej ziemi, niczym pokłon
jawiącym się kształtom opuszczonej chaty oddając, zatrzymały swój marsz, całe setki lat trwający
To właśnie tutaj stoi dom. Ten dom. Nikt nie pamięta budowniczego, a legendy mówią, że ów dom
stał tu jeszcze przed czasem, gdy wiatry i ptaki przyniosły nasiona, które początek dały sędziwym
drzewom, wszędzie wokół rosnącym
Dom ten na pozór zwykły i niczym się niewyróżniający ma w sobie moc pradawną i siłę, co bez
wsłuchiwania się w opowieści i przekazy o tym miejscu mówiące i tak z każdego kąta do zbłąkanego
podróżnika przemawia
Przemawia wieloma głosami. Głosami , przychodzącymi tu jak mgła, której gęste obłoki ogłaszają
wszem stworzeniu, że świt się zbliża i mrok swą walkę o wieczne trwanie właśnie przegrywa
Owe głosy, cudem same w sobie będące, opowiadają historie z całego świata. Świata, który jest
wszystkim dobrze znany. Ale są też historie, które z pewnością w znanym nam świecie dziać się nie
mogły
Raz są to szepty, ciche i ulotne, sprawiające, że słuchającego wciąż nurtuje pytanie, czy usłyszał je,
aby na pewno. Przypominają szelest liści na wietrze i falowanie łanów, co urodzaju kłosami są już
obłożone lub cichutki jęk starego pnia, którego kora spękała głęboko, świadectwo dając wszystkim o
wiekach, które rzeźbiły te zawiłe rysy
Innym razem głosy przypominają głośne grzmoty, co to po błyskach wielu, łączą się ze sobą w salwę,
która wymierzona w ziemię przez niebo w czas burzowy, chce obudzić do życia każdą cząstkę, choćby
kamieniem będącą
Głosy te jednych, którym słyszeć je było dane przerażają i płoszą na skraj obłędu niemal prowadząc
Innych nie obchodzą więcej niż fakt, że dzień jest po nocy, a noc po dniu
Są jednak tacy, którzy te głosy-choć już wybrzmiały-wciąż słyszą. I oczy otwierając szeroko na próżno
szukają szepczącego, starego domu w kłębach mgły stojącego na środku polany, a i po nikłej
ścieżynce czy gęstym niczym skała murze zieleni też już śladu nie widząc, to jednak głosy te ciągle

słyszą. I nim te uciekną w niebyt skąd żadna siła ich już nie przywoła, oni spisują na bladych kartkach
słowa i to co owe prastare miejsce im przekazało. Cała sztuka jest w tym, żeby zdążyć. Bo ów szept
starej chaty trwa krótką chwilę. Krótką, niczym oka mgnienie
Słucham więc z piórem w ręce, wierząc, że zdążę nim niewidzialny złodziej kolejną myśl mi porwie.
Dobrzy ludzie, życzcie mi powodzenia, wszak książki nie pisze się by słowa przelewać bez myśli
przewodniej i taktu. Słowa, litery w wyrazach zawarte cel mają tylko jeden – emocje obudzić i szept
opowieści przekazać kolejnym. Słuchajcie więc co tym razem wyszeptała stara chata…